Ten wpis dotyczył będzie faktów i mitów na temat bioenergoterapii.
Chciałbym w prosty i przystępny sposób wytłumaczyć czym jest bioenergoterapia,
a przede wszystkim czym nie jest. Istnieje pewne przysłowie które mówi, że
kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą i w tym przypadku nie jest
inaczej. Na temat bioenergoterapii krąży masa historii. Zarówno prawdziwych jak i
tych, które powtarzane były przez tysiące osób z ust do ust i w końcu stały się
prawdziwe pomimo ich nieznanego pochodzenia.
Wybrałem wg mnie 10 najbardziej popularnych mitów, które chciałbym dokładnie
przeanalizować i oddzielić prawdziwe informacje od tych, które są czyimś
wymysłem.
Zacznijmy może od mitu który mówi że działanie bioenergoterapii jest wyłącznie
wynikiem efektu placebo. Takie informacje najczęściej usłyszycie od osób, które
są sceptycznie nastawione do tego typu zabiegów. Jeżeli powiedzielibyście takiej
osobie, że słyszeliście jakieś pozytywne opinie na temat bioterapii, że komuś
pomogła, że ktoś się lepiej poczuł to taka osoba odpowie Wam, że to nic innego
jak tylko efekt placebo bo przecież bioenergoterapia nie działa.
Na początek powiedzmy sobie co to w ogóle jest efekt placebo. Nie jest to nic
innego jak tylko sugestia naszego umysłu, inaczej mówiąc manipulacja.
Generalnie doświadczamy tego na co dzień. Większość z nas czyta różnego
rodzaju informacje w internecie, czy ogląda wieczorne wiadomości. W tym
momencie nieraz nasz umysł zostaje zmanipulowany. Oznacza to, że
przekazywane są mu pewne informacje które nie są prawdziwe. My natomiast,
reagujemy na nie emocjonalnie, tak jakby były prawdą. Jest to w pewnym sensie
efekt placebo czyli reakcja naszego umysłu, naszego ciała na pewne informacje
czy zdarzenie, które nie jest prawdziwe ale nasz umysł o tym nie wie. W związku
z tym, reaguje tak jak by się to faktycznie wydarzyło.
Z takimi sytuacjami mamy również do czynienia w szpitalu gdzie efekt placebo
wykorzystywany jest czasami na pacjentach. Nieraz są sytuacje kiedy lekarz musi
podać pacjentowi określony lek, który ma bardzo silne skutki uboczne. Czasami
sytuacja pacjenta nie pozwala na podanie takiego leku, ponieważ jego stan jest
zbyt poważny i nie można pozwolić sobie na skutki uboczne. Lekarz decyduje się
wtedy na podanie „leku” placebo. To znaczy, że pacjentowi zostaje podany lek,
który wygląda i smakuje identycznie jak ten prawdziwy. Pacjent jest informowany,
że jest to lek właściwy. Nie wie jednak, że to witamina, lub całkowicie neutralny
lek, po którym nie występują żadne skutki uboczne. Czasami zdarza się, że w
takiej sytuacji pacjent zareaguje pozytywnie na podanie placebo. Oznacz to, że
pacjent został zmanipulowany. Wmówiono mu pewną sugestię, a umysł nie
wiedząc o tym, zareagował tak jakby ta sytuacja wydarzyła się naprawdę.
Oczywiście nie wszyscy reagują na sugestię w ten sam sposób. Efekt placebo
występuje u około 30 % osób. Pozostała część populacji nie reaguje na tego typu
sugestie.
Z efektem placebo mamy również do czynienia w farmacji. Koncerny
farmaceutyczne bardzo często, kiedy chcą wypuścić nowy lek na rynek muszą w
pierwszej kolejności przetestować jego skuteczność. W związku z czym, nie ma
lepszego sposobu niż porównać go do działania placebo. Aby lek został
wprowadzony, musi być bardziej efektywny, bardziej skuteczny niż placebo. W
tym momencie wybierane są dwie grupy ludzi. Jedna grupa otrzymuje ten
właściwy lek, a druga z kolei otrzymuje placebo. Druga grupa informowana jest
oczywiście, że otrzymuje lek który ma zostać wprowadzony na rynek. Nie wiedzą
oni jednak, że są w tym momencie oszukiwani. Po pewnym czasie porównuje się
działanie obu leków. Jeżeli lek właściwy jest skuteczniejszy niż placebo, czyli
skuteczność jest większa niż 30 %, zostaje uznany za lek skuteczny który można
wprowadzić do naszych aptek. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie w aptekach
na półkach stoją leki, których skuteczność nie wiele przewyższa działanie efektu
placebo. Oczywiście koncerny farmaceutyczne nie do końca liczą się z naszym
zdrowiem i z tym jakie efekty uboczne mogą przynieść ich leki, a troszczą się
przede wszystkim o własne finanse.
Jak to się ma do działania bioenergoterapii i czy rzeczywiście jest ona wyłącznie
wynikiem działania efektu placebo?
Zajmuję się tą dziedziną medycyny naturalnej od 11 lat, podczas których miałem
wiele możliwości przetestowania skuteczności takiej terapii. Na podstawie tysięcy
seansów, mogłem zaobserwować jak bardzo skuteczne są tego typu działania.
Dostaję od pacjentów informacje zwrotne o pozytywnych skutkach leczenia. Są
jednak również osoby, na które terapia po prostu nie zadziała. Okazuje się, że
skuteczność bioenergoterapii wynosi ok. 70 %, a to oznacza, że w stosunku do
efektu placebo, efektywność jest zdecydowanie większa. 30 % a 70% jest
ogromną różnicą, która zdecydowanie może zmienić sytuację pacjenta.
Drugą rzeczą jest fakt, iż placebo nie działa zarówno na zwierzęta jak i małe
dzieci. Jest to spowodowane tym, że ich poziom świadomości jest zbyt niski, aby
można było im cokolwiek zasugerować, zmanipulować. Aby wystąpił efekt
placebo, świadomość musi być dosyć wysoka. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie
cokolwiek zasugerować. W bioenergoterapii, bardzo często mamy do czynienia z
leczeniem zwierząt oraz dzieci. Muszę przyznać, że efekty leczenia w tych
przypadkach są niejednokrotnie dużo lepsze i szybsze niż u osób dorosłych.
Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że z powodu braku możliwości
manipulacyjnych, dzieciom oraz zwierzętom nie można nic wmówić co
automatycznie skutkuje brakiem blokad. Pracuje się z nimi dużo łatwiej, ponieważ
nie stawiają oporu dlatego efekty bardzo często są niezwykle satysfakcjonujące.
Reasumując temat, efekt placebo może wystąpić u ok 30 % osób więc być
może u niektórych pacjentów rzeczywiście występuje. Natomiast bioterapia nie
może być jedynie działaniem efektu placebo, ponieważ jej skuteczność jest
zdecydowanie większa.
Drugi mit będzie w pewnym sensie kontynuacją pierwszego i dotyczy
skuteczności działania bioterapii. Twierdzi się, że bioenergia działa na wszystkich
w taki sam sposób. Najczęściej takie informacje możecie usłyszeć od osób, które
są raczej zwolennikami bioenergoterapii i niejednokrotnie sami korzystali z
zabiegów osiągając znakomite bądź przystępne rezultaty. Często osoby, którym
udało się wyzdrowieć, chcą podzielić się tą wiadomością ze światem, namawiając
bliskich do skorzystania z bioterapii. Uważają, że jeżeli terapia zadziałała na nich,
znajomi będą mogli cieszyć się podobnymi rezultatami. Czy w takim razie
bioterapia rzeczywiście działa tak samo na każdego?
Poruszyłem nieco ten temat w poprzednim micie i tak jak wspomniałem, wg moich
obserwacji skuteczność bioterapii wynosi ok. 70 %. Działanie bioenergii jest dość
indywidualnym procesem. To, że na jednego i drugiego człowieka terapia
zadziałała, to jeszcze nie oznacza, że zadziałała w taki sam sposób. Proces
regeneracji który wystąpił u tych dwóch ludzi był zupełnie inny, ponieważ ich
problemy różniły się, a oni sami są innymi osobami. W związku z tym, proces ten
przebiega u każdego w odmienny sposób, nawet wśród ludzi którym terapia
pomaga.
Jak już wspomniałem, są też osoby które w ogóle nie reagują na terapię. Nie
wiadomo do końca co jest przyczyną braku efektu. Być może są to pewnego
rodzaju blokady, lub wyzdrowienie nie jest ich drogą.
Na świecie nie istnieje żaden lek który działałby na każdego tak samo, i tutaj
myślę że lekarze również się ze mną zgodzą. Gdyby tak było, to nie mielibyśmy
tylu chorych ludzi. Oczywiście sami pacjenci nie są jedynym źródłem takich
plotek. Zdarza się sytuacja, że jeżeli pacjent trafi na bioenergoterapeutę, który
stawia diagnozy energetyczne, taki terapeuta może go poinformować, że dolega
mu taki czy inny problem i zapewni, że jest w stanie wyleczyć go z tych
dolegliwości. Terapeuta obiecuje, że jest w stanie pomóc. Wynikałoby z tego, że
bioenergoterapia działa na każdego tak samo, skoro potrafi przewidzieć przed
rozpoczęciem zabiegu, że na pewno nastąpi poprawa. Tego typu terapeuci są
albo jasnowidzami, albo nie do końca zdają sobie sprawę z tego co mówią. Mogą
też postępować w ten sposób świadomie i naumyślnie wprowadzają pacjenta w
błąd. Moim zdaniem nie jest to uczciwe zachowanie, ponieważ każdy z tych
bioenergoterapeutów miał w swoim życiu sytuacje, w których pomimo obietnicy,
nie zdołał pomóc. Nie wydaje mi się, aby istniał uzdrowiciel u którego
skuteczność pracy była na poziomie 100 %, ponieważ prawdopodobnie
wiedzielibyśmy o nim wszyscy, a sam ten człowiek byłby miliarderem.
Jeżeli otrzymujecie od bioenergoterapeuty zapewnienie wyleczenia już przed
rozpoczęciem zabiegów, myślę, że nie warto wierzyć takim słowom. Sam
przekonałem się wielokrotnie, w jak różny sposób może przebiegać proces
zdrowienia i faktycznie nie każdemu można pomóc. Dawanie obietnic o udzieleniu
pomocy, jeżeli nie zdążymy zauważyć jeszcze jakichkolwiek reakcji na terapię u
pacjenta jest nieszczere i moim zdaniem taki terapeuta nie jest godny Waszego
zaufania.
Osobiście, mam taki zwyczaj, że żadnemu swojemu pacjentowi nie obiecuję że
będę mu w stanie pomóc, dopóki nie rozpocznę terapii. Nawet jak ją rozpocznę i
widzę, że przynosi ona pozytywne efekty, staram się zachować realny dystans do
tej sytuacji, ponieważ wciąż nie mam pewności co nastąpi dalej. Może wystąpić
lekka poprawa zdrowia, która w kolejnych tygodniach już nie będzie postępować i
wyleczymy problem tylko częściowo.
Uważam, że w życiu przede wszystkim należy kierować się szczerością i jeżeli
coś nie działa, trzeba o tym poinformować. Jestem zwolennikiem komunikowania
pacjentom o tym, że nie daję żadnej gwarancji ani obietnic. Koniecznym jest
najpierw spróbować, zobaczyć co się wydarzy. Dzięki temu widzimy czarno na
białym jakie efekty przyniosły nam te próby. W tym momencie nie ma mowy o
jakiejkolwiek manipulacji.
Warto dodać, że brak efektu leczenia bioterapią, nie do końca wynika z winy
terapeutów. Prawda jest taka, że wykonujemy wiele zabiegów i niejednokrotnie
pomagamy ludziom. Dlaczego nie wszystkim? I to jest dobre pytanie. Jeżeli
problem leżałby po stronie uzdrowicieli i nie dawalibyśmy sobie rady z pewnymi
schorzeniami, wyleczenie pacjenta z nowotworu nie miałoby miejsca. Sama
choroba nie jest tutaj problemem.
Nieraz dostaję telefony od osób, które leczyły się u wielu terapeutów nie
otrzymując oczekiwanych efektów. Szukają pomocy chodząc od terapeuty do
terapeuty, pokładają całe swoje nadzieje w kolejnym uzdrowicielu. Niestety,
prawdopodobnie ja również nie będę w stanie pomóc takiemu pacjentowi.
Są ludzie, którzy nie reagują na bioenergoterapię i choćby nie wiem co zrobili, to
tej reakcji nie będzie. Czymś co być może zniwelowałoby blokady, które nie
pozwalają się wyleczyć w ten sposób, jest rozwój duchowy i zmiana całego
swojego dotychczasowego stylu życia. Uważam więc za stosowne poinformować
pacjenta przed zabiegiem, że terapia może na niego nie zadziałać.
Przejdźmy do kolejnego zagadnienia. Tym razem postanowiłem, że omówię
dwa mity jednocześnie, ponieważ ich tematyka jest bardzo podobna. Są one dość
kontrowersyjne, więc może to poruszyć niektórych z Was. Uważam jednak, że są
to ciekawe tematy dlatego postanowiłem o nich troszeczkę pomówić.
„Bioenergoterapia to dzieło szatana” oraz „Bioenergoterapia jest sprzeczna z
religią chrześcijańską”. Zacznijmy od tego, skąd biorą się takie informacje.
Oczywiście nie ciężko domyślić się, że źródłem tego typu opinii są księża. W
większości przypadków nie przepadają oni za tego typu medycyną naturalną, są
raczej przeciwnikami. Chociaż jest w Polsce kilku księży którzy zajmują się tą
metodą leczenia. Z jakiegoś powodu jednak, większość księży jest bardzo
negatywnie nastawiona do bioterapii, więc zarówno w gablotkach przed
kościołem jak i na mszach świętych głoszą tego typu informacje.
Nie jestem specjalistą, natomiast wśród 10 przykazań Bożych, nie ma ani
jednego słowa o tym że bioenergoterapia jest czymś sprzecznym z naszą religią.
Takiej informacji nie znajdziemy również w przykazaniach kościelnych. Myślę
więc, że są to jedynie osobiste opinie niektórych księży wynikające być może z
jakiegoś rodzaju zawiści lub braku wiedzy.
Zauważyłem, że Kościół wiele rzeczy nazywa dziełem szatana i są to:
samochody, internet, telewizja, telefony, seks. Ostatnio dowiedziałem się, że jest
to również joga. Kościół uczy, że świat został stworzony przez Boga, natomiast
wmawia nam, że wszystko z czego korzystamy pochodzi od diabła.
Bioenergoterapia jest jedynie nazwą na uzdrawianie. Nie potrafię sobie wyobrazić
aby pomaganie ludziom było czymś złym, ponieważ liczy się intencja człowieka,
który niesie pomoc potrzebującemu.
W każdej dziedzinie mamy ludzi którzy są dobrzy i źli (kolokwialnie używając
słowa dobro i zło co jest jedynie kwestią spojrzenia na pewne sytuacje, ponieważ
jednej osobie coś może wydawać się dobre, a druga uzna to za coś złego więc
każdy ma swoją prawdę). Nie wiem czy pamiętacie z nauk kościoła, wielokrotnie
przekazywano nam wiedzę o tym jakim człowiekiem był Jezus. Jest on dla nas w
pewnym sensie wielkim autorytetem, ponieważ wszystko co starał się robić
wynikało z intencji miłości. Poświęcił on nawet swoje życie dla nas w intencji
miłości. Zatem, jeżeli cokolwiek w życiu robimy z czystego serca, kierując się
dobrem innych ludzi, to jest to dobre.
Mam do dzisiaj wiele telefonów od ludzi którzy twierdzili, że natychmiast
powinienem przestać zajmować się bioenergoterapią. Tłumaczyli oni, że jest to
demoniczna siła i poniosę straszne konsekwencje swoich czynów i póki mogę,
muszę się z tego wycofać. Zazwyczaj taka rozmowa kończy się zablokowaniem
numeru, ponieważ nie chcę mieć z takimi osobami nic więcej do czynienia. Dla
mnie oni są po prostu nawiedzeni. Aby dawać tego typu osądy powinni
przynajmniej poznać mnie, dowiedzieć się co robię, jakim jestem człowiekiem. W
zamian za to popełniają jeden z grzechów, którym jest bezpodstawny osąd i
krytyka.
Poprzez swoje wartości oceniamy życie innych, ich sposób bycia, a nawet ich
dusze. Mówimy, ten jest oszustem, ten jest złodziejem, a co tak naprawdę wiemy
o tych ludziach? Nie wiele. Nie wiemy co kierowało nimi kiedy podejmowali
pewne decyzje, jakie mieli motywy, co ich skłoniło. Niejednokrotnie ktoś popełni
błąd tylko dlatego, że chce ratować życie drugiej osoby. Poświęca sam siebie
popełniając pewien zły czyn, aby pomóc innemu człowiekowi. Co więc nim
kierowało? Czy nie była to intencja miłości?
Z tym mamy do czynienia na co dzień. W kościele również. Księża uważają, że
to co robię jest złe, nie wiele wiedząc. Kiedy zacząłem swoją prace
bioenergoterapeuty, parę tygodni później dowiedziałem się od jednego z
pacjentów, że ksiądz w pobliskim kościele wygłosił kazanie na temat bioterapii.
Ostrzegł wszystkich którzy byli w kościele, żeby absolutnie nie korzystali z takich
zabiegów, ponieważ są to demoniczne siły. Księża uważają, że mają monopol na
wiedzę, że wszystko co powiedzą jest święte.
Nie ma sensu ukrywać tego co faktycznie wydarza się wokół nas. Kościół od
zawsze próbuje zastraszyć wierzących. Uważam, że w naszym życiu powinniśmy
kierować się miłością a nie strachem. Wiecie w jaki sposób dziękujemy Bogu za
to co mamy? Uśmiechem na twarzy, radością, szczęściem, przyjaźnią w stosunku
do innych i Boga. Wg mnie, Naszemu Stwórcy może być przykro gdy widzi to co
się dzieje. Że nie szanujemy tego co mamy, nie szanujemy każdego dnia, nie
uśmiechamy się jak słyszymy śpiew ptaków, nie uśmiechamy się kiedy wyjdzie
słońce zza chmur. Wydaje mi się, że właśnie to jest dar od Boga dla nas i tym
powinniśmy się cieszyć i koncentrować na tym co dobre, zamiast poświęcać
większość czasu na myślenie o tym co jest złe i osądzaniu innych, ponieważ sami
niejednokrotnie mamy wiele za uszami.
Być może niektórzy z Was przyznają mi rację, a inni będą zbulwersowani. Jest to
temat kontrowersyjny, ale ja nie boję się mówić tego co myślę.

 

Kolejny mit głosi, że Bioenergoterapia może zaszkodzić pacjentowi, który się jej podda. Być może niektórzy z Was wzięli udział w tego typu zabiegu i stwierdziliście, że terapia Wam zaszkodziła, ponieważ poczuliście się po niej gorzej.

Chciałbym wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi i czy bioenergoterapia może w jakikolwiek sposób zaszkodzić pacjentowi.

Przeanalizujmy dwa aspekty: fizyczny i energetyczny,  tzn w jaki sposób bioenergoterapia fizycznie może wpłynąć na organizm oraz jakie zmiany może dokonać na poziomie energetycznym.

Zacznijmy od zmian fizycznych. Każdy z Was, jeżeli przechodził pewien rodzaj intensywnego oczyszczania organizmu (sokoterapia, głodówka lub dieta owocowa) na pewno miał okazję przekonać się w jaki sposobów reaguje organizm na tego typu detoks i przyzna mi rację, że nie są to przyjemne doznania. Bardzo często można poczuć się silniejszym i pełnym energii, aczkolwiek zazwyczaj pojawia się również okres kryzysów. Mam na myśli sytuacje kiedy czujecie się fatalnie: jesteście osłabieni, senni, wszystko was boli, dokuczają stare dolegliwości, jesteście pobudzeni emocjonalnie, wściekli na cały świat. W taki właśnie sposób przejawiają się reakcje oczyszczania organizmu i każdy kto kiedykolwiek doświadczał detoksu zdaje sobie sprawę z tego jak to wygląda.

Jak to się ma do leczenia energią… Niektóre osoby twierdzą, że bioenergoterapia im zaszkodziła. Nasuwa się teraz pytanie czy posiadają one zrozumienie tego procesu. Tego typu zabiegi mają za zadanie pobudzić system odpornościowy do bardziej intensywnej pracy. Skoro organizm zachorował, to znaczy że ten system nie pracuje prawidłowo i trzeba go usprawnić. W tej sytuacji zdarza się, że pewna część uczestników terapii reaguje w sposób, który nie jest dla nich przyjemny.  Mogą też pojawić się jeszcze silniejsze bóle miejsc, które już bolą. Niektórzy mogą odczuwać senność i zmęczenie. W ciągu tych paru dni wykonywania zabiegów jak i krótki czas po, samopoczucie może pogorszyć się i jest to całkowicie naturalna reakcja organizmu.

Aczkolwiek, większa część pacjentów zauważa jedynie pozytywne reakcje jak np.: brak dotychczasowego bólu w ciele, podwyższona witalność, lepsze samopoczucie, pozytywne emocje. Możemy dojść do wniosku iż mit ten powstał od osób, które zareagowały w ten mniej przyjemny sposób. Być może terapeuta nie do końca wyjaśnił jak przebiega proces leczenia, nie miał szansy na wytłumaczenie lub uczestnicy nie przyjęli jego słów za prawdę. Moi pacjenci zawsze są informowani, że taka sytuacja może mieć miejsce. Niektórzy czują się na tyle źle, że nie są w stanie wytrzymać i rezygnują z terapii.

Niestety te osoby nie znajdą innej drogi do wyleczenia, o ile faktycznie na tym im zależy. Każda inna metoda, która oczyszcza organizm i pobudza do intensywnej pracy, również spowoduje pogorszenie samopoczucia. Leki natomiast, jedynie przykrywają problem.

Są przypadki kiedy człowiek doprowadza swój organizm do tak złego stanu, że bardzo ciężko go z tego wyciągnąć z powodu kryzysów ozdrowieńczych w formie silnych boleści, złego samopoczucia. Nie jest wtedy w stanie przebrnąć przez tę granicę dyskomfortu. Taka sytuacja może mieć miejsce w przypadku martwicy nogi. Jeżeli pacjent nie ma czucia w nodze i dobrze reaguje na terapię, system nerwowy może zacząć ponownie pracować. Ale co się dzieje… ponieważ w nodze zaszła już częściowa martwica tkanek, może pojawić się bardzo silny ból. Z taką sytuacją miałem kilka razy do czynienia. Pacjent zaczął czuć nogę, która wcześniej była martwa. Natomiast ból był tak nieznośny, że nie był w stanie wytrzymać dalszej terapii i zrezygnował pomimo tego, że początkowo cieszył się, że cokolwiek czuje gdy noga zaczynała ożywać.

Kolejną sprawą jest aspekt energetyczny czyli duchowy. Zdarza się, że niektóre osoby obawiają się, że bioenergoterapeuta może zaburzyć ich pracę energetyczną, obciążyć jakąś ciężką karmą itp… Warto pamiętać o jednej rzeczy. Osoby, które wykonują tego typu zabiegi są różne i nie można wszystkich „wrzucić do jednego wora”. Natomiast, dopóki zabieg ten wykonywany jest z czystą intencją pomocy, nie ma się czego obawiać. Energia działa dokładnie tak jak zostanie poinformowana. Tzn że jeżeli zostanie poinformowana, że ma pomóc danej osobie, nie ma prawa zadziałać w inny sposób. Zadziała wyłącznie na korzyść pacjenta.

Jeżeli będziecie mieć do czynienia z człowiekiem o niejasnych zamiarach lub bioenergoterapeutą, który sam ma mnóstwo problemów w życiu, tutaj moglibyście się zastanowić czy faktycznie ten człowiek nie ma na tyle zaburzonej własnej energii, że mógłby w jakiś sposób namieszać. Powiedzmy, że są terapeuci i pseudo-terapeuci. Obyśmy trafiali na takich, którzy wiedzą co robią i robią to dobrze.

Podsumowując temat, jeżeli bioenergoterapia jest dobrze wykonana, nie może nikomu zaszkodzić. Jeśli podczas terapii odczuwacie coś niepokojącego, może to wynikać z pobudzenia systemu odpornościowego. Wy natomiast musicie wybierać tych terapeutów, którzy wiedzą co robią i są z pewnego źródła (znacie ich z polecenia lub wybieracie ufając własnej intuicji co do ludzi).

Przejdźmy sobie do kolejnego mitu, który jest już szóstym w naszej kolekcji. Mit, który mówi, że bioenergoterapeuci to osoby o nadprzyrodzonej mocy. Czyli ze zdolnościami, które przewyższają przeciętnego człowieka. Są wybranymi ludźmi i tylko wyjątkowe osoby mogą zajmować się uzdrawianiem innych.

Może wyjaśnię to w ten sposób: wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy oczywiście swój poziom ego, niektórzy mniejszy inni większy. Większość ludzi natomiast ma problemy z poczuciem własnej wartości. Niektórzy bioenergoterapeuci faktycznie mają wybujałe ego, a ponieważ są w kontakcie z pacjentami, którzy niejednokrotnie mają problem z poczuciem własnej wartości, dochodzi do relacji w której stosunek pacjenta do terapeuty jest jak „szarej myszki” do „wielkiego guru”. Stąd właśnie mogą tworzyć się tego typu mity gdy człowiek widzi w bioenergoterapeucie kogoś wielkiego, o boskiej mocy. Wiem o tym doskonale, ponieważ niejednokrotnie zdarzyli mi się pacjenci, którzy również próbowali, że tak powiem „włożyć we mnie” te nadprzyrodzone zdolności. Od razu mówię jak to wygląda. Tłumacze, że nie jest to nic czego nie potrafiłby zrobić ktoś inny… Jest to kwestia nauki, zdobytego doświadczenia i wyuczenia pewnych umiejętności. Jako ludzie, jesteśmy tak samo zbudowani, tak samo „zaprojektowani”. Każdy z nas potrafi śpiewać – niektórzy robią to pod prysznicem, a inni na scenie. Część z nas robi to wyjątkowo dobrze, są wybitnymi artystami, inni zaś nie mają takiego talentu. Tak samo jest z uzdrawianiem. Każdy z nas jest w stanie wykorzystać w jakiś sposób energię, która jest wszędzie wokół nas, ponieważ działa ona na zasadzie myśli i intencji. Każdy z nas posiada myśli i jest w stanie posłać jakąkolwiek intencje. Trzeba natomiast robić to świadomie, aby móc wykorzystać pełen potencjał energii.

Osobiście poświęciłem większą część swojego życia, aby nauczyć się i doskonalić sposób leczenia za pomocą energii. Nie jest to więc nadprzyrodzony dar, a całkowicie naturalny proces, wynik zaangażowania. Każdy kto chciałby się tego nauczyć i zacząć wykorzystywać w celu niesienia pomocy ludziom, może to zrobić. Oczywiście tak jak wspomniałem, nie każdy jest wybitnym piosenkarzem i nie każdy może zostać wybitnym uzdrowicielem. Każdy ma talent do czego innego.

Niektóre osoby uważają, że uzdrawianie jest darem od Boga. Oczywiście, jest darem od stwórcy tak jak wszystko inne co otrzymaliśmy, aczkolwiek uzdrawianie nie jest niczym specjalnie wyjątkowym. Pomagać ludziom można na różne sposoby. Bioenergoterapia jest tylko jedną z form niesienia pomocy i nie wywyższa nikogo na miano „nadczłowieka”.

Podsumowując, bioenergoterapeuta czy uzdrowiciel nie jest nadzwyczajną istotą zesłaną przez Boga. Są to zwykli ludzie, którzy rozwinęli te umiejętności w sobie, wykorzystując je aby pomóc innym. Jest to naturalny proces, którego każdy z nas może się nauczyć.

Kolejny mit: Bioenergoterapeuci są oszustami, którzy wyłudzają pieniądze od naiwnych osób.

Dobrze wiadomo, że zarówno uczciwych jak i nieuczciwych ludzi możemy spotkać wszędzie. W każdej branży i w każdej dziedzinie swojego życia natkniecie się na osoby, które będą z Wami szczere oraz takie, które będą chciały Was w jakiś sposób oszukać, wykorzystać. W przypadku korzystania z jakichkolwiek usług, istnieje takie ryzyko. Czy jest to jednak sprawiedliwe, aby w ten sposób uogólniać i twierdzić, że wszyscy bioenergoterapeuci są tacy sami?

Jak odróżnić bioterapeutę uczciwego od nieuczciwego… Właściwie jest to dosyć proste. Tak jak już wcześniej opowiedziałem nieco na temat bioenergoterapeutów, uważam że powinniśmy unikać uzdrowicieli, którzy z góry obiecują gwarancje ozdrowienia oraz takich, którzy życzą sobie bardzo duże kwoty za terapie. Wiem że takie sytuacje mają miejsce w Polsce. Zazwyczaj należy zapłacić za taki zabieg z góry, zanim terapia w ogóle się zacznie. Jest to więc pewne ryzyko, ponieważ nie jesteście w stanie przewidzieć jaki będzie rezultat końcowy.

Natomiast w przypadku metody Zdenco Domancica, którą się posługuję, sytuacja wygląda inaczej. Podziękowanie przyjmujemy dopiero po zakończonych 4 dniach terapii, a wysokość kwoty zależna jest od pacjenta - sam o niej decyduje.

Bioenergoterapeuci Z. Domancica wykonują więc ten zabieg nie mając tak naprawdę pewności czy otrzymają podziękowanie za swoją pracę, co zresztą faktycznie się zdarza. Niestety, niejednokrotnie robią to osoby, które są zadowolone z terapii i mają efekty a mimo wszystko nie regulują podziękowania za terapię. Myślę, że jest to komfortowa sytuacja dla Was pacjentów. Nie macie czego się obawiać. Kwota którą możecie podziękować za terapię również nie jest określona, nie ma żadnej stawki, dziękujecie według własnego uznania. Wasze finanse są różne, każdy może sobie pozwolić na coś innego, każdy ma też inny problem, dlatego uważam że jest to całkowicie uczciwe.

Tak jak wcześniej też wspomniałem, nigdy niczego nie obiecujemy przed rozpoczęciem terapii. Przynajmniej ja mam tak w zwyczaju. Nie obiecuję i staram się tego trzymać dlatego że nigdy nie wiadomo do końca czy faktycznie uda się komuś pomóc czy też nie, ponieważ nie zależy to ode mnie.

Jak widać można podejść do ludzi uczciwie wykonując tego typu pracę. Nie wszyscy jesteśmy oszustami.

Przypomina mi się pewna historia, którą opowiedział mi kilka lat temu pewien pacjent. Jego syn chorował na nowotwór mózgu. Przez pewien czas korzystali z zabiegów u bioenergoterapeuty. Ten człowiek po pewnym czasie, ponieważ zajmował się również wykonywaniem diagnoz energetycznych czego ja jestem przeciwnikiem, ponieważ uważam że nie powinniśmy się za to zabierać, aby nie obiecywać i nie przewidywać kiedy nie mamy pewności że tak się stanie. I właśnie w tej sytuacji taka historia miała miejsce. Bioenergoterapeuta po kilku miesiącach leczenia powiedział ojcu że syn jest już zdrowy, że w jego mózgu nie ma już nowotworu... bez jakichkolwiek badań lekarskich mówienie ludziom takich rzeczy jest nierozsądne i tak było w tej sytuacji. Dlaczego? Dlatego że chłopak zmarł trzy miesiące później na nowotwór mózgu.

Niestety takie sytuacje rzeczywiście mają miejsce. Niektórzy uzdrowiciele mają manie opowiadania ludziom takich bredni. Być może myślą że naprawdę są w stanie tak precyzyjnie zdiagnozować pacjenta. Tego typu historie uczą nas, aby mieć spory dystans do tego typu porad. Można zasugerować coś, powiedzmy że zauważalna jest poprawa w takim i takim miejscu i podeprzeć się jeszcze w tej sytuacji badaniami lekarskimi. Wtedy mamy jasno powiedziane że ta poprawa jest, lecz opieranie się tylko i wyłącznie na diagnozie którą postawił Bioenergoterapeuta czyli na diagnozie energetycznej, moim zdaniem nie jest rozsądne.

Uważam, że od stawiania diagnoz są lekarze, szpitale i określone narzędzia które do tego służą i jeśli chodzi o medycynę to naprawdę dobrze znają się na diagnostyce i mogą dokładnie, precyzyjnie określić czy problem się cofnął czy jest całkowicie rozwiązany i zawsze odsyłam swoich pacjentów do lekarza żeby mieli możliwość faktycznie przebadać się i stwierdzić czy jakiekolwiek zmiany nastąpiły w ich organizmie.

Myślę że jasno powiedziałem jak to wygląda w rzeczywistości, podsumowując ten mit… lubię to stwierdzenie żeby „nie wrzucać wszystkich do jednego wora”. I tak jest właśnie też w tej sytuacji. Możecie natknąć się na oszustów, zresztą możecie intuicyjnie wyczuć kto jest taką osobą a kto nie. Są osoby, które faktycznie starają się aby pacjenci mieli jak największe zaufanie, aby nie musieli obawiać się, że zostaną oszukani. Ja w ten sposób staram się pracować. Daję pacjentowi jak największe poczucie bezpieczeństwa kiedy korzysta z moich zabiegów, aby nie bał się że czymś ryzykuje, że zostanie oszukany czy naciągnięty na cokolwiek.

 

Przejdźmy sobie do kolejnego mitu, który mówi o tym, że Bioenergoterapeuci to cudotwórcy. Właściwie częściowo już ten temat poruszyłem wcześniej, kiedy mówiliśmy sobie o tym że pacjenci widzą w nas czasami osoby o nadzwyczajnych zdolnościach. Natomiast tutaj chciałbym troszeczkę ująć ten temat pod innym kątem tzn. w jaki sposób w ogóle działa bioenergia, co wydarza się w tym momencie procesu leczenia. Faktycznie niektórzy pacjenci widzą w nas cudotwórców o boskich zdolnościach przewyższających umiejętnościami przeciętnego człowieka. Oczywiście nie jest to prawda i tak jak pisałem wcześniej, jest to naturalny proces którego właściwie każdy może się nauczyć.

Powiedzmy sobie może w jaki sposób działa bioenergia… jak to funkcjonuje i jakim „cudem” zdarza się że za pomocą czegoś co jest niewidzialne i nienamacalne potrafimy wyleczyć drugiego człowieka. Weźmy pod uwagę telefon komórkowy. Jeszcze jakieś 40 lat temu gdybyście w tamtych czasach dali komuś telefon komórkowy do ręki i powiedzieli że może z niego zadzwonić na drugi koniec świata to zostalibyście wyśmiani bo przecież jak bez kabla można gdziekolwiek zadzwonić. Dzisiaj oczywiście wiemy że można, ale jak to się dzieje że jeden telefon komórkowy jest w stanie odnaleźć drugi telefon komórkowy skoro mamy ich na świecie miliardy na chwilę obecną? Wybierając numer dzwonimy do tej właściwej osoby i odbywamy z nią rozmowę bez żadnego fizycznego połączenia. Czy to też nie jest cud ? Nie. To jest wiedza, technologia. Tak jak jeszcze wiele lat temu bioenergoterapia była czymś magicznym i cudownym, tak dzisiaj fizyka kwantowa precyzyjnie tłumaczy działanie energii. I nie jest to nic czego byśmy nie potrafili pojąć.

Okazuje się że my wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i telepatia jest tego niejednokrotnie przykładem. Porozumiewacie się ze sobą, rozumiecie bez słów albo intuicyjnie patrzycie na telefon gdy akurat osoba o której myśleliście do was dzwoni… to są częste przypadki i większość z Was miała takie sytuacje w życiu. Wytłumaczmy sobie może jak łączymy się z pacjentem. W jaki sposób ta energia faktycznie podejmuje działanie.

Najpierw muszę Wam wytłumaczyć w jaki sposób w ogóle działa energia. Czym ona jest? Jest to można powiedzieć substancja lub materiał , który nie jest do końca fizyczny i nie jest do końca z naszego wymiaru. Jest ona w pewnym sensie poza czasem, poza materią, między wymiarami. Zarówno istnieje w naszym wymiarze czyli fizycznym jak i w wymiarze duchowym czyli po tej drugiej stronie. Ona te światy przenika. Natomiast sama w sobie jest neutralna w działaniu. Dla energii „siłą grawitacji” jest życie. Tak jak planeta generuje pewną grawitację i przyciąga do siebie nas oraz inne obiekty które się znajdą w jej pobliżu. Energia natomiast nie podlega grawitacji, aczkolwiek istnieje coś co ma podobne działanie jak grawitacja - życie. Każda żywa istota, roślina, zwierze czy człowiek, jest w pewnym sensie taką „grawitacją” dla energii. W miejscu gdzie spotkacie coś żywego spotkacie też podwyższony potencjał energetyczny. Szczególnie w okół tej żywej istoty. Dlatego w lesie czujemy się naładowani energią z powodu skumulowanej tam energii życia. W mieście, gdzie natura została zastąpiona murem i cementem, gdzie energia jest na bardzo niskim poziomie, zazwyczaj szybko czujemy się zmęczeni.

Każdy z nas ma jakiś określony potencjał energii w sobie. W zależności od tego jakimi jesteśmy ludźmi, jaką żywotność w sobie posiadamy. Tak więc energia jest w okół nas i jest neutralna.

Zatem co powoduje że energia podejmuje działanie?. Energia jest bardzo podatna na działanie naszych myśli i intencji i to wprawia ją w ruch. To nadaje jej konkretną rolę w naszym życiu. Każdy z nas myśli i każdy z nas w związku z tym  posiada intencje. Non stop wykorzystujemy energie, ale robimy to nieświadomie. Uzdrowiciele potrafią świadomie nadać działanie takiej energii. Jeżeli ukierunkujemy ją w odpowiedni sposób i nadamy jej określony cel to energia, ponieważ taka jest jej właściwość, zacznie działać tak jak została poinformowana. W omawianej sytuacji – na korzyść pacjenta.

Ciężko jest tak naprawdę określić czym dokładnie jest energia. Myślę że najłatwiej będzie ją porównać do żywiołu. Eter jest to jeden z żywiołów, który w naszym społeczeństwie nie występuje jako główny żywioł, natomiast w świecie duchowym (lub w środowisku osób, które rozwijają się duchowo) jest nazwą powszechnie używaną i właśnie to jest energia. Jest to jedyny żywioł, który nie należy wyłącznie do świata materialnego tak jak ogień, woda, powietrze i ziemia. Eter jest wielowymiarowy. Dla niego czas i przestrzeń nie istnieją.

Na dzień dzisiejszy nauka tłumaczy działanie bioenergii. Nie jest to już nic magicznego czy szarlatańskiego. Jeśli zagłębicie się nieco w fizykę kwantową to zrozumiecie, że faktycznie istnieją odpowiedzi na zagadnienia do tej pory uznawane za niewytłumaczalne.

Energia jest żywiołem, który faktycznie istnieje. Jest niewidzialny, nie można go dotknąć, ale można go odczuć. Osoby które pracują z energiami, ich ciało jest na tyle wrażliwe że są w stanie faktycznie odczuć przepływ tej energii i jej dotyk, ponieważ o ile jest niewidzialna i nie można jej dotknąć to jednak jakąś część materii w sobie ma. W związku z czym, jeżeli jesteście bardzo wrażliwi możecie odczuć jej istnienie. Są również ćwiczenia, które bardzo łatwo mogą Was do tego zbliżyć.

Następnym mitem, który sobie omówimy będzie mit, który mówi że bioenergoterapeuci mogą ściągnąć na siebie poprzez pomaganie innym ludziom różnego rodzaju choroby od pacjentów ale nie tylko na siebie lecz również na swoją rodzinę.

Skąd takie informacje? Jest kilka książek o karmie, które dokładnie mówią na temat pomagania innym za pomocą energii i o tym, że możemy w ten sposób zaszkodzić sobie, a nawet również  najbliższym. Czytałem na ten temat dawno temu, kiedy jeszcze rozpoczynałem moją pracę jako bioenergoterapeuta i powiem wam, że zastanowiło mnie to. Oczywiście wzbudziło to pewne wątpliwości, zacząłem się faktycznie troszeczkę obawiać czy nie zrobię krzywdy sobie lub mojej rodzinie... Pracuję już jako uzdrowiciel ponad 10 lat i póki co jestem cały i zdrowy.

Zastanówmy się najpierw czy naszej rodzinie może zagrażać niebezpieczeństwo gdy my zajmujemy się uzdrawianiem innych. Otóż tak… według niektórych książek i pewnych informacji, może tak się stać. Natomiast ja nie lubię wierzyć w to co czytam tylko, lubię wierzyć w to czego doświadczam. W związku z tym, póki co moja rodzina ma się bardzo dobrze mimo że wykonałem już bardzo dużo zabiegów bioterapią, a osobiście sam nie wierzę żeby w jakikolwiek sposób osoba trzecia mogłaby ponieść konsekwencje naszych działań.

Istnieją w naszym świecie czy wszechświecie pewne prawa które obowiązują nas wszystkich i jednym z takich praw energetycznych (duchowych) jest prawo, które mówi o tym że my nie ponosimy konsekwencji za działania innych ludzi. Możemy ponosić konsekwencje jedynie za swoje działania. Nie ma mowy, aby np. moja mama poniosła konsekwencje tego, że ja komuś udzielam pomocy uzdrawiając go energią. Jest to bzdurą. To się fizycznie nie może wydarzyć, ponieważ ona jako osoba trzecia nie ma żadnego połączenia między relacją moją i pacjenta. Nie ma ona nic wspólnego z działaniem którego dokonujemy. W związku z czym, może czuć się całkowicie bezpieczna.

Natomiast zupełnie inaczej sprawa się ma w przypadku samego terapeuty. Rzeczywiście istnieje ryzyko, że terapeuta ściągnie na siebie pewnego rodzaju problemy czy też choroby od pacjenta. Przede wszystkim może to się wydarzyć w momencie kiedy uzdrowiciel diagnozuje pacjenta. Jeżeli to robi, musi zsynchronizować się z jego polem energetycznym, aby odczuć jakie zaburzenia w nim występują. To oznacza że w tym momencie są na podobnym potencjale energetycznym. Jeżeli potencjały wyrównają się, istnieje ryzyko przeniesienia informacji o chorobie. To nie choroba się przenosi fizycznie, a informacja o chorobie. Jeżeli terapeuta nie ma na tyle silnie zbudowanego swojego systemu zarówno odpornościowego jak i energetycznego, istnieje ryzyko że faktycznie coś mu się przydarzy.

Niestety znane są przypadki gdy bioenergoterapeuci umierają na przeróżne choroby. Uważam, że osoba która zajmuje się uzdrawianiem przede wszystkim sama powinna być zdrowa. Jeżeli bioenergoterapeuta umiera na nowotwór to coś tutaj się nie zgadza… gdzieś popełnił błąd. Skoro leczy innych ludzi z nowotworów to powinien wiedzieć jak się przed tym nowotworem zabezpieczyć. Więc faktycznie w tym przypadku możemy mieć do czynienia z ryzykiem szczególnie przy kontakcie bezpośrednim z pacjentem.

Natomiast diagnoza energetyczna nie jest jedynym sposobem aby „zarazić się” od pacjenta jakąś dolegliwością. Można to również zrobić poprzez nadmierną empatię w stosunku do pacjenta.

Miałem u siebie w gabinecie kilku praktykantów, których doszkalałem i uczyłem bardziej zaawansowanych rzeczy. Zaobserwowałem, że ich brak gotowości psychicznej do wykonywania takiej pracy powodowała u nich stany depresyjne, płacz. W związku z tym, działo się coś co nie powinno mieć miejsca w relacji terapeuta –pacjent. Nadmierna empatia w stosunku do pacjenta grozi również przeniesieniem się informacji o chorobie z pacjenta na terapeutę. Dzieje się tak, ponieważ zazwyczaj energia przenosi się z wyższego potencjału na niższy. Czyli osoba o wysokim potencjale energetycznym, która jest zbalansowana, stabilna i silna nie może „zarazić się” informacja o chorobie od osoby, która jest na niskim poziomie energetycznym. Jedynie tak energia przenosi się - z wyższego potencjału na niższy, nigdy odwrotnie.

Kiedy terapeuta ma problemy z emocjami podczas wykonywania zabiegów (jest mu przykro, odczuwa żal, współczucie) jego potencjał bardzo się obniża. A ponieważ empatia działa harmonizująco między dwoma istotami, następuje zrównanie się potencjałów W takiej relacji informacja również się przenosi.

 Jak tego uniknąć? Przede wszystkim tak jak wspomniałem empatia nie jest tutaj wskazana i niestety ale trzeba mieć spory dystans do wykonywania tej pracy i podchodzić do każdego pacjenta „na chłodno”. Może się wydawać, że jesteśmy bez serca ale to jest właśnie nasze BHP. Postępując w ten sposób dbamy w szczególności o siebie. Nie możemy ryzykować własnym zdrowiem i życiem pomagając innym ludziom. Jest przysłowie, że chory lekarz nie wyleczy pacjenta. Chodzi o to, aby pomagać innym i zachować swoje zdrowie jak najdłużej czyli w pierwszej kolejności dbać o siebie, dopiero potem o innych. Diagnoza energetyczna jest ryzykowna. Natomiast, jeżeli jest prawidłowo wykonana, terapeuta zdaje sobie sprawę z tego co robi oraz jego potencjał jest wysoki, uzdrowiciel jest bezpieczny.

Naturalnie, w życiu znajdujemy się w różnych sytuacjach. Możemy mieć gorszą chwilę, możemy mieć chwilowe załamanie emocjonalne. Jeżeli diagnoza zostanie wykonana w gorszym momencie, wtedy właśnie ten problem może się pojawić.

Ostatni mit głosi, że bioenergoterapia to leczenie dotykiem. Wielu ludziom zresztą z tym właśnie kojarzy się uzdrawianie. W dawnych latach emitowany był program telewizyjny o nazwie „Ręce które leczą”. Pan Nowak leczył ludzi przez telewizor i ręce stały się w jakiś sposób synonimem uzdrawiania. Jednak gdyby tak było to wszyscy moglibyśmy się dotykać nawzajem i leczyć w ten sposób. Faktem jest, że kiedy przychodzicie do gabinetu bioenergoterapeuty i wykonuje on na was zabieg to w większości przypadków fizycznie Was dotyka, przykłada ręce. Jest to jedynie forma wykonania zabiegu, ale równie dobrze terapeuta mógłby siedzieć naprzeciwko Was, wyciągnąć w waszym kierunku dłonie lub w ogóle ich nie użyć i równie skutecznie wykonać terapie. Są też techniki leczenia energią, w których świadomie nie dotyka się pacjenta. Pracuje się wtedy na jego polu energetycznym nie dotykając go fizycznie. Dotyk więc nie ma tutaj nic wspólnego z uzdrawianiem. Gdyby dotyk w bioenergoterapii był istotny, terapie na odległość nie miałyby racji bytu. Tak samo jak w połączeniach telefonów komórkowych. Telefon łączy się z telefonem w ułamku sekundy czy on jest obok nas czy jest po drugiej stronie kuli ziemskiej – to nie ma znaczenia. Energia jest informowana poprzez myśl i intencje. Tak więc równie dobrze mogę siedzieć na przeciwko pacjenta, zamknąć oczy i wykonać zabieg tak samo jakbym stał obok niego i przykładał mu ręce w określone miejsce. Ręce mogą być kanałem przepływu dla energii, pomagają nadać jej kierunek, ale nie muszą. Energia może płynąć w zupełnie inny sposób. Dla niej czas i przestrzeń nie istnieją. Siła życia jest dokładnie tam gdzie ma być. Nie leci, nie pokonuje fizycznego dystansu.

 

Facebook YouTube Witam
ZAMKNIJ